<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Na Bielany> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1952">
<month="6">
<date=1952-06-01>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Czego? Przyjemno? Najgorszemu wrogowi takiego szczcia nie ycz. Wli pan w te skr na p godziny, polataj pan w niej troch, zobaczemy czy si panu na romans bdzie zbierao i to z kiem, z tak dziumdzi na kaczych nogach!  Szczepan, w ucho go  jkna na to modelka i jak podcita kos pada na ziemi.
Pan Szczepan posuszny poleceniu ony rzuci si na przedstawiciela podbiegunowej fauny i w chwil pniej czowiek w towarzystwie krla polarnych zwierzt tarzali si po obrusie, przetwarzajc znajdujce si na nim zakski w prasowane konserwy.
Nie wiadomo, czy faktw takich byo wicej, do, e niedwied znik jako szybko z bielaskiego wzgrza.
Dzi inne rozrywki czekaj na warszawiakw na Bielanach, tradycyjne karuzele i hutawki s wprawdzie, ale do taca przygrywaj doskonae orkiestry, zgrane zespoy wietlicowe i zawodowe bawi publiczno dobrze zmontowanymi programami. Jedzi si na Bielany prawie wycznie tramwajem, statki tu nie kursuj.
Tote do historycznych niemal obrazkw zaliczy naley takie powroty z Bielan: Spienione fale bij z wciekoci o burty statku. Czarne chmury kbi si zowrogo na oowianym niebie. Ale na pokadzie jakby nikt tego nie zauwaa. Pasaerowie piewaj lub tacz. Tylko kapitan z wysokoci swego mostku wpatrywa si w rozbawiony na dole tum, a w stulonym jego oku czai si jaki straszny niepokj, w pewnym momencie stary wilk wilany nie wytrzyma, przechyli si przez balustrad i krzykn:
Co jest do wielkiej grypy, wszyscy na dziobie, a cay ty wolny? W ten dese nigdy nie dojedziem do Warszawy. Prosz si cofn!
Ale odpowiedzia mu tylko miech rozbawionych podrnych, kto nawet rzuci w stron kapitana wianuszek waniliowych, cukierniczych obwarzaneczkw. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>